Chłopcy z piwnicy pewnie już wstali. Mieliśmy się dzisiaj bawić!
Otacza mnie cisza. I straszny ziąb. Ojciec chyba znów zapomniał napalić w piecu.
Ze stołu w kuchni zgarniam metalowe pudełko z moimi żołnierzykami. Aron ma drewniane koniki. Dziś pobawimy się w wojnę.
Drzwi do piwnicy są otwarte. Dlaczego? Mama zawsze karze je zamykać. Na wszelki wypadek.
Schodzę na dół w ciemność. Światło nie działa, ojciec wykręcił żarówkę, ale wiem, że na dole są świeczki.
Pusto.
Cicho.
Z rąk wypada mi metalowe pudełko, robiąc sporo hałasu.
-Aron!-Wołam, zapominając o zasadach.-Abram, Dawid!-cisza-To nie jest śmieszne!
Zaglądam we wszystkie zakamarki.
Pusto.
Wbiegam na górę. Przeskakuję po dwa stopnie. Gdzieś po drodze się potykam o za długie nogawki pidżamy, ale nie dbam o to.
-Mamo!-wołam wbiegając do sypialni rodziców.
Nic.
Pusto.
Tylko bałagan jakby trochę większy.
Zakładam buty i płaszcz. Może są na zewnątrz? To moja ostatnia nadzieja. Chociaż wiem, że na przykład chłopcom z piwnicy wychodzić nie wolno, sam nie wiem dlaczego, ale takie są zasady.
Wybiegam przed dom. Rozglądam się.
Pani Fischer na przeciw myje wystawę sklepową, a pani Malinowska ciągnie za sobą małą Jadźkę, która nie chce iść. Jadźka bardzo nie lubi wychodzić z domu. Przypomina mi w tym chłopców z piwnicy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz