niedziela, 26 listopada 2017

Chłopcy z piwnicy.

Cieple promienie słońca drażnią moje oczy. Już jest dzień! Wyskakuję z łóżka, uderzając bosymi stopami o drewnianą podłogę zbiegam na dół.  
Chłopcy z piwnicy pewnie już wstali. Mieliśmy się dzisiaj bawić! 
Otacza mnie cisza. I straszny ziąb. Ojciec chyba znów zapomniał napalić w piecu. 

Ze stołu w kuchni zgarniam metalowe pudełko z moimi żołnierzykami. Aron ma drewniane koniki. Dziś pobawimy się w wojnę.

Drzwi do piwnicy są otwarte. Dlaczego? Mama zawsze karze je zamykać. Na wszelki wypadek. 

Schodzę na dół w ciemność. Światło nie działa, ojciec wykręcił żarówkę, ale wiem, że na dole są świeczki. 

Pusto. 
Cicho.

Z rąk wypada mi metalowe pudełko, robiąc sporo hałasu. 
-Aron!-Wołam, zapominając o zasadach.-Abram, Dawid!-cisza-To nie jest śmieszne!
Zaglądam we wszystkie zakamarki. 
Pusto. 

Wbiegam na górę. Przeskakuję po dwa stopnie. Gdzieś po drodze się potykam o za długie nogawki pidżamy, ale nie dbam o to. 
-Mamo!-wołam wbiegając do sypialni rodziców. 
Nic. 
Pusto.
Tylko bałagan jakby trochę większy.

Zakładam buty i płaszcz. Może są na zewnątrz? To moja ostatnia nadzieja. Chociaż wiem, że na przykład chłopcom z piwnicy wychodzić nie wolno, sam nie wiem dlaczego, ale takie są zasady.

Wybiegam przed dom. Rozglądam się. 

Pani Fischer na przeciw myje wystawę sklepową, a pani Malinowska ciągnie za sobą małą Jadźkę, która nie chce iść. Jadźka bardzo nie lubi wychodzić z domu. Przypomina mi w tym chłopców z piwnicy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz